Artykuły
— Kocham Anglię! Kocham ją nie za jej fason. Kocham ją za stworzenie Williama Turnera i Francisa Bacona. Obaj – przyznam się – o miernym talencie doczekali się przez moje zabiegi największej popularności. To był mój i POZORU NAJWYŻSZEGO najwspanialszy klasyczny humbug! W jednym i w drugim przypadku sprawę wziął w swoje ręce sam szef.
— Co się tyczy Turnera – objaśniał – to muszę powiedzieć, że trudno znaleźć pojętniejszego ucznia. Kiedy ten malarzyna pokazał nam swój nieudaczny obraz „Mroźny poranek”, mój szef, POZÓR NAJWYŻSZY, w mig zorientował się, że mamy do czynienia z beztalenciem. Zwierzęta i ludzkie postacie zostały namalowane z taką bezradnością, że chciało się wołać: „Wybacz mu Panie!”. Ale ja i mój szef nie prosiliśmy o wybaczenie. Nasza recepta była prosta: „ Nic nie umiejąc – pouczyliśmy go – musisz stworzyć pozór, że jesteś genialny. Musisz zatrzeć to, czego nie jesteś w stanie namalować. Nie określaj formy, nad którą nie panujesz, boś cymbał. Zamazuj, wprowadzaj do obrazu tumany świetlistego pyłu i rozżarzone, żółto-pomarańczowe obłoki. Podeprzyj to mgławicami błękitu.
W Ogrodzie Sztuki pojawił się późnopopołudniowy chłodny zefirek. Mój wykładowca POZÓR nałożył z powrotem atłasowy cylinder na głowę. Wydawało się, że uświadamianie mnie mogło go zmęczyć. Ale gdzie tam! Wiało od niego wigorem i pasją.
— A jak sobie – zapytałem – radził Turner z konkurencją?
— Konkurencję skutecznie kosił będąc, dzięki sprytowi, już w młodym wieku członkiem Akademii Królewskiej. Bez ceregieli wyrzucał z salonów wystawowych najzdolniejszych angielskich malarzy. To się nam bardzo podobało – dodał POZÓR – strzepując z ramienia świeżo opadłe wiśniowe płatki.
Monsieur w cylindrze zaczął gładzić leniwie swoją wypielęgnowaną hiszpańską bródkę.
— Co się tyczy Franka Bacona to muszę ci, ignorancie, powiedzieć, że jego sukces zdumiał nawet mojego szefa. Nabrać autorytety na wynaturzone, blaszane malarstwo, to było coś! Przypatrz się jak za naszą radą przedstawia on człowieka, jak wygląda namalowana ludzka gęba łopatą walnięta z lewej, albo z prawej strony. Nasz Franek Bacon trafił też na swój czas, kiedy mój szef POZÓR NAJWYŻSZY obrócił koło kryteriów. Od tego momentu brzydota miała być piękna a artysta przy oklaskach mógł w salonie wystawić swoje rzygowiny. BRZYDOTA JEST PIĘKNA! DO DIABŁA Z KLASYKĄ! SPALMY MUZEA! – rozsierdził się na dobre mój wykładowca.
To mnie trochę zaskoczyło, bo do tej pory wyglądał na bardzo zrównoważonego osobnika. Coś go irytuje. – pomyślałem – może potęga sprawdzonej tradycji?.
Zaczęło się zmierzchać. Ludzi w Ogrodzie Sztuki ubywało. Po uspokojeniu i chwili milczenia POZÓR podniósł się z zielonej ławeczki i niespiesznie ruszył ku bramie. Szarość zmierzchu wchłaniała jego sylwetkę. Po minucie już go dostrzec nie potrafiłem. Czułem jednak, że nie przepadł, że jest.
Marian Adamczyk