Artykuły
Akademizm - co to takiego?
Pewien inteligentny licealista powiedział, że akademizm umarł z lenistwa. To ciekawe. Nie stwierdził tego żaden profesor uniwersytecki, żaden filozof. Rzecz w tym, że sztuka współczesna nosi znamiona zmodyfikowanego akademizmu, o czym pisał już w latach pięćdziesiątych wybitny polski malarz Marek Żuławski. Akademizm jest przykładem sztuki bezosobowej, której receptura ma obsłużyć tysiące artystów warsztatowców nie posiadających boskiego ognia.
Obecnie z dystansu czasu na firmamencie sztuki XIX wieku widzimy najjaśniejszą gwiazdę - Eugeniusza Delacroix. Nikt wtedy nie był bardziej samotny i bardziej atakowany. Oto, co Delacroix powiedział znakomitemu krytykowi Théophile'owi Silvestre na wystawie obrazów ze zbiorów księżnej d'Orléans: "Od trzydziestu przeszło lat, rzucony jestem dzikim bestiom na pożarcie". Jeśli idzie o malarstwo doby romantycznej to trzeba powiedzieć, że karty rozdawał wtedy akademizm. - Tu paradoksalnie przywołajmy Mikołaja Kopernika, który zajmując się przez pewien czas polityką pieniądza jest autorem tezy, że "zła moneta wypiera dobrą". Moim zdaniem to samo dzieje się w sztuce. Bodajże w 1852 roku wrócił Delacroix z paryskiego Salonu, a co tam zobaczył? Na prawie trzy tysiące obrazów "jeden był wart obejrzenia". Był to obraz polskiego malarza Henryka Rodakowskiego, "portret gen. Dembińskiego". Jako malarz mogę powiedzieć, że obraz ten nie jest z samego szczytu malarskich możliwości i daleko mu do genialnych płócien Piotra Michałowskiego.
Zatem, na około trzy tysiące obrazów wystawionych w Salonie tylko jedna godna uwagi praca! I to się dzieje w bogatej w talenty Francji. Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że Salonowe jury odrzucało obrazy malarzy wyłamujących się z akademickiej konwencji, było ich jednak niewielu. Tak więc, mieszczański duch czasu dyktował artystom jak mają tworzyć. Rzesze tych warsztatowych twórców prostytuowały się dla pieniądza i sławy. Wystarczy wspomnieć obłożonego złotem Williama Bouquerau, ulubieńca bankierów, książąt i cesarzowej Eugenii. Kto dziś o nim pamięta?
Dzisiaj
Przedstawiciele współczesnego akademizmu też mają się dobrze. W bogatych krajach zachodnich i w naszej biednej jeszcze Polsce. Niemałe pieniądze z kiesy państwowej idą na bulwersujące prezentacje a autorzy tej żenującej twórczości uzurpują sobie prawo do przywilejów i nietykalności. To współcześni szamani, do których puszcza oko "wtajemniczony" krytyk a i wpływowy polityk nie chce być z tyłu łożąc pieniądze na sztukę, która jedynie oburza widza. Paralela obecnego akademizmu z akademizmem dziewiętnastowiecznym jest oczywista. Trzeba powiedzieć, że działalność koryfeuszy obecnej awangardy jest dobrze zorganizowana w skali międzynarodowej. Ludzie ci posiadają duży wpływ na politykę kulturalną w wielu krajach zachodnich. Opanowanie usłużnych mediów i cel, jakim jest pieniądz, bardzo dyscyplinuje ten front marszandów i krytyków sterujących rynkiem sztuki. Nie ma znaczenia, że dobrze już znudzony widz wzrusza ramionami przechodząc obok takiej twórczości.