Artykuły

Poprzednia strona

Zastanówmy skąd się skąd bierze się ta łatwość działania na polu kultury. Jest to zjawisko fali przetaczającej się przez cały świat od lat kilkudziesięciu. Można to samo zobaczyć w Tokio, Londynie, Nowym Jorku, Sydney. Prąd współczesnej sztuki przepływa przez cały glob i porywa rzeczy lekkie, porywa - jak pisał Zbigniew Herbert - śmieci, które uzyskują rangę sztuki a ponieważ i to się da sprzedać, więc ten humbug trwa. Artysta nie musi się kształcić i pocić nad rysowaniem jabłka na talerzu. Wystarczy, że mając olbrzymi kredyt zapakuje do słoja swoje odchody (Tomasz Kawiak w Paryżu - lata siedemdziesiąte) a to się będzie nazywać według paryskiego krytyka postępem i przemianą.

Jarosław Iwaszkiewicz w swoich "Podróżach do Włoch" opisuje wrażenie, jakiego doznał zobaczywszy duży studencki napis na paryskiej Akademii Sztuk Pięknych: "sztuka to gówno". Już wielu artystów awangardowych podniosło swoje osobiste g.... do rangi dzieła sztuki. W naszej telewizji publicznej przed dwoma chyba laty dwóch teoretyków dyskutowało nad dziełem pewnego zachodniego artysty pod tytułem "Merde d'artiste" - zapuszkowanymi jego odchodami. Po długiej dywagacji rzeczoznawcy ci doszli do wniosku, że jest to jednak wydarzenie artystyczne, czyli mówiąc inaczej g.... zyskało w ich oczach rangę dzieła sztuki. Ten przypadek powinien zająć raczej psychologów niż filozofów.

Grzech cnotą

Sztuka jest tworem ducha i intelektu, który steruje jedynie techniczną stroną twórczości. Style sztuki też podlegają takim przemianom jak ludzki organizm. Rodzą się, rozkwitają i z czasem dochodzi do ich zwyrodnień. Pierwszym tego przykładem jest wspaniała sztuka grecka, która po rozkwicie okresu klasycznego zeszła do manieryzmu sztuki hellenistycznej. Kapitalnym przykładem tej przemiany jest "Grupa Laokoona" o nieznośnym dla widza patosie. Drugim przykładem degeneracji stylu jest europejski manieryzm, który pojawił się we Włoszech około 1530 roku. Prąd ten po pewnym czasie osiągnął taką dynamikę, że porwał dwóch wielkich malarzy tamtej doby, tj. Tintoretta i El Greca. Wtedy modną formułą był właśnie manieryzm. Pewnego razu grupa apologetów Pontorma, czołowego manierysty przyniosła do pracowni starego już Michała Anioła obraz tegoż manierysty, łudząc się, że to dzieło powali na kolana "boskiego" artystę. Michał Anioł zobaczywszy ten dziwaczny twór zbył gości powściągliwą uwagą: "dobre technicznie". Nic bowiem w obrazach Pontorma nie ma oryginalnego. Dysharmonijny i nienaturalny układ elementów obrazowych i sztuczność koloru sprawia, że na przykład na dużą kompozycję Pontorma wiszącą w Luwrze w sali malarstwa renesansowego patrzymy bez satysfakcji i z dużym zdziwieniem. Odruch Caravaggia by znów wrócić do natury, do obserwacji przedmiotu był wywołany właśnie sztucznością manierystycznego stylu.

Następna strona