Artykuły

Poprzednia strona

Nieco o impresjonistach

Uważano kiedyś impresjonistów za protoplastów sztuki nowoczesnej. Obecnie żaden szanujący się historyk sztuki tego nie napisze. Kiedy jeden z paryskich teoretyków nazwał Renoira rewolucjonistą, ten z uśmiechem odparł: "Ja chciałem tylko zgłębić tajemnicę starych mistrzów". Impresjonizm jako ruch naturalistów narodził się z opozycji wobec sztywnego i coraz bardziej nudnego akademizmu. Szczęściem dla malarstwa było to, że ruch ten zainicjowali bardzo utalentowani malarze, którzy edukowali się właśnie u starych mistrzów w Luwrze, a ostrzyli pędzle w plenerze. Wyjątkiem jest E.Degas, który nie znosił malowania w plenerze i samych plenerowiczów. W początkowym okresie twórczości impresjoniści doznali wielu upokorzeń a za swoją odwagę zapłacili skrajną nędzą. Zdesperowany Claude Monet chciał popełnić samobójstwo. Jego pierwsza żona umarła ze zgryzoty. Bardziej zapobiegliwy Renoir nie miał za co kupić butelki mleka dla swojego dziecka. Tak bywało.

Powoli na skutek uwiądu akademizmu impresjoniści zaczęli zdobywać pole a ich maniera stała się tak modna, że już wszyscy malowali jasno. Wtedy zirytowany Emil Zola w jednej ze swych nielicznych wypowiedzi tego czasu napisał, że ma już dosyć tej "bielizny" i tęskni za dawnym czarnym malarstwem. Trzeba jednak uznać wielką zasługę impresjonistów dla ich metody swobodnego malowania.

Nasz wybitny malarz Józef Pankiewicz dopatrywał się upadku malarstwa w nonszalancji. Wydaje się, że malarstwo upadło również z innych powodów. W późniejszym okresie twórczości impresjonistów zaczęto spekulować obrazami.

"To idzie", mówiono w Paryżu o płótnach impresjonistów a chciwy na pieniądz mieszczuch dostawał gęsiej skórki na myśl ile może stracić nie kupując Renoira. Rodził się dynamiczny rynek sztuki. Powstawały ciche pracownie fałszerzy. Do dziś w wielu prywatnych kolekcjach wiszą setki fałszywych Renoirów, Monetów i Cézanne'ów. Pojawili się rzeczoznawcy, ludzie z zewnątrz wietrzący niezły interes a również mający ambicje bycia augurami tej atrakcyjnej dziedziny. To dzięki ich certyfikatom rozrosła się twórczość znanych malarzy. Na przykład w połowie lat trzydziestych doliczono się w Stanach Zjednoczonych 5000 obrazów Renoira. Tymczasem wiadomo, że Renoir łącznie ze szkicami popełnił około 3500 dzieł. Trzeba - nawiasem mówiąc - dodać, że malarstwo jest bodaj najtrudniejszą do oceny materią. Mylili się renomowani krytycy. Wielki Emil Zola, który w początkowym okresie impresjonizmu staczał z jego wrogami porywające boje definitywnie stracił wiarę w Cézanne'a, który był pierwszym apostołem pełnej harmonii w malarstwie.

Z końcem I wojny światowej rodził się nowy świat, nowa epoka. Dynamiczny rozwój Ameryki spowodował przeniesienie się centrum sztuki z Paryża do Nowego Jorku, gdzie pieniądz jest główną wartością. Dzieło sztuki stało się takim samym towarem jak samochód, czy tona ziemniaków. Artystę rzuca się teraz na rynek jako jedną z nowości. Potężna reklama w mediach robi swoje. Tak zaistnieli głośni artyści szkoły północnoamerykańskiej, jak Tobey, Hofmann, Pollock, poprzez Andy Warhola do efemeryd obecnych. Artysta musi być koniecznie medialny a jego dziełu dorabia się wymyślne teorie.

Następna strona